Szukaj na tym blogu

czwartek, 29 września 2011

Minimal story...

                                                   




 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Historia pokazana od tyłu....mała nutka inspiracji w zabawie z manekinem ,,, co powstaje w naszych głowach,,,kiedy zapala się myśl...kiedy budzi się pomysł...

Życie uczy, że najciekawsze inspiracje to te, których same
 
jesteśmy autorkami.

środa, 21 września 2011

Warszawska Starówka w mydlanej bańce !

Warszawa, Starówka, zajęcia plenerowe, czerwiec 2011


Pewnej niedzieli zamiast siedzieć na zajęciach, wybraliśmy się powalczyć w plener ... wybraliśmy Stare Miasto. Traf chciał, że odbywały się tam pokazy puszczania baniek mydlanych. Coś fantastycznego, nie wiedziałam, że mogą dochodzić do takich gabarytów.



Pokazy prowadził bardzo sympatyczny pan, który potrafił robić cuda z bańkami. Mogli uczyć się wszyscy. Niesamowity klimat.
Cieszył oko widok ponad setki osób puszczających bańki.



 Oby więcej takich pozytywnych akcji w stolicy, która zawsze wydaje mi się smutnym, betonowym miastem.




Wakacje w nudnym Wisconsin!!



Tyuł tego posta to mała przewrotność. USA, kraj do którego chcą wyjechać tłumy. Przez jednych znienawidzony, przez drugich kochany. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej części ludzi. Takiego zróżnicowania społecznego i krajobrazowego nie znajdziemy w innym kraju na świecie. 


Jako studentka miałam możliwość wyjazdu do Stanów na program Work & Travel. Jedziesz, pracujesz, a w międzyczasie poznajesz i zwiedzasz kraj. Fantastyczna opcja dla każdego studenta. W 2008 roku pierwszy raz odwiedziłam USA. Trafiłam do stanu, który ludzie zwą Krainą Mleka i Sera, ogólnie dla większości nudnego, mianowicie do Wisconsin.


Madison, stolica Wisconsin


 

Jak dla mnie to bardzo mylne stwierdzenie. 
Stan ten położony jest wzdłuż Jeziora Michigan, cały obszar to rozległe pola kukurydzy, farmy i kraina wiatraków. Niesamowicie malownicze miejsce, niezaśmiecone drapaczami chmur. To stan, w którym ludzie nie przejmują się modą, wiodą spokojne życie na przedmieściach, jednak wszystko w amerykańskim stylu - ogromne samochody, domki jak z kart, wszechobecne fastfoody i otyli ludzie.

Miejsce, w którym  mieszkaliśmy, to małe prowincjonalne miasteczko Fond du Lac. Oczywiście większe od wielu sporych miast w Polsce, ale tam niezupełnie. Do pracy dojeżdżaliśmy do Lomiry, wręcz wioska 20 mil od miasta.

 Lomira nocą, w drodze z pracy.





To co mnie najbardziej urzekło, to połacie obszarów usiane wiatrakami, które świetnie wpasowały się w wiejski krajobraz. 


 



































Dech zapiera jak się widzi tysiące wiatraków, w polach kukurydzy między fermami...... oczywiście ktoś by mógł powiedzieć, że niby nic nadzwyczajnego,,,owszem, ale oko cieszy. I ten niesamowity nastrój, poprostu spokój,,, 
cisza
uwielbiałam jeździć po pracy zatrzymać się w środku pola i w spokoju poczytać książkę :)
Najpiękniejsze jakie widziałam niebo, niebywale nasycone kolorystycznie. I te CHmury. 









 




Druga rzecz, która mnie ujęła to mgła. W trakcie wycieczki, jadąc koło Fox River zatrzymaliśmy auto....
Miejscówka znana z serialu Prison Break 
faktycznie tajemnicza :P











Cieszę, się że mogłam poznać Stany też od tej mniej zurbanizowanej strony.


Magia Gdańska ... tak blisko ... tak pięknie ...

Gdańsk, jedno z moich ulubionych miast w Polsce....klimatyczne....hipnotyczne,,,,magiczne!

Co najbardziej kojarzy nam się z tym miejscem,,,,
oczywiście pomnik Neptuna....który zawsze
 dobrze wygląda na fotkach,,,,,,i każdy go na fotkach ma :)


Znajdziecie tu kilka zdjęć z początku listopada 2009. Krótkie, a wręcz bardzo krótkie odwiedziny. Było dosyć chłodno i pochmurno, co sprawiało, że Gdańsk jawił się jeszcze bardziej zjawiskowo.



 

Port....hmmm miejsce na "zadumy chwilę"

 
W taki mroźny dzień
warto skoczyć na herbatę

 

I tu dochodzimy do mojego ukochanego miejsca w Gdańsku ....


Magiczna uliczka 
za bramą 









wtorek, 20 września 2011

Coś z Europy,,,, colors of Barcelona!!



1 listopada 2009 w Polsce Święto Zmarłych,,,, ponuro i szaro, a w Barcelonie nadal kwitną kolory :)

  

Co mnie mega zauroczyło? 
Oczywiście niemy "teatr" wszelkiej maści mimów na La Rombla. Przeróżne kostiumy, świetnie wykonane, z fantazją.

  




 



















































Po pierwsze barwni momowie, po drugie Gaudi i jego budowle. Ogromna duma Barcelony jak wszyscy wiedzą, to część związana z Gaudim. Wspaniałe budowle, ubarwiają miasto. Swoją drogą ciekawi mnie kiedy zakończą się prace nad Segrada Familia.






































Świetnie było zgubić się w uroczych hiszpańskich uliczkach .... Co krok można znaleźć coś interesującego... sama zabudowa oczywiście już zachwyca. Pewne wyłapane szczególiki tworzą taką miłą atmosferę tego miasta...











Ale klimat to nie tylko budynki i zabytki,  dla większości to ludzie, a dla mnie jedzenie i knajpki! Przy samym La Rombla znajduje się świetny bazarek, na którym można spróbować wszystkiego co dobre w Hiszpanii.  Ohh jak sobie przypomnę te tapaz ,,,ślinka cieknie !