 |
| Algehro |
Algehro, jedno najpiękniejszych i nietypowych miast na Sardynii. Położona na skarpie piękna przystań portowa. Cała zabudow
a starej części miasta to stare obronne mury.
co nas zaskoczyło, to fakt, że po przejechaniu kilkadziesiąt kilometrów z Sassari rozmawiamy po hiszpańsku. Około 40% mieszkańców Alghero posługuje się na co dzień archaiczną odmianą katalońskiego od czasu, gdy wojska Królestwa Aragonii wysiedliły w 1372 r. autochtoniczną ludność
sardyńską w głąb lądu, sprowadzając w jej miejsce osadników z Katalonii.
Była to kara za wykrycie spisku przeciwko królowi, zawiązanego przez rządzącą miastem rodzinę Doria po zdobyciu Alghero przez Aragończyków w 1353.
Pochodzenie mieszkańców znalazło swoje odzwierciedlenie w nietypowej
siatce ulic, przypominającej katalońskie miasta architekturze i
miejscowej kuchni. Fragment godła miejscowości przejęto z flagi tej hiszpańskiej prowincji. Do dziś standardowy kataloński jest rozumiany przez ponad 60% populacji Alghero.
Trafiliśmy na przepiękny zachód słońca. Miasto oblane takim ciepłym czerwonym światłem wygląda cudnie. Ogólnie ma się wrażenie, że trafiło się do innej epoki. Te stare obronne mury, wąskie uliczki, tworzą cudny klimat tego miasta. Dodatkowo właśnie dobywał się a małym recki pokaz filmów włoskich, wyświetlany na zabytkowym projektorze.
W zatoczce koło miasta znajdują się korytarze jaskiń, można do nich dopłynąć statkiem turystycznym lub wejść od strony lądu schodząc z góry w Capo Caccia, jakieś 600 stopni w dół. Pojechaliśmy na wschód słońca, na to wzgórze jednak jaskiń nie zwiedzaliśmy, gdyż planowaliśmy odwiedzić te na drugim wybrzeżu koło Orosei, o czym będzie w następnym poście. Widoki ze szczytu okazały się obłędne, podziwialiśmy panoramę jakiej dotąd nie widziałam. Przed nami rozpościerał się lazur morza, skarpy i Alhero wraz z miasteczkami dookoła.
O poranku ruszam w dalszą drogę ...